Pośpiech zaś wynika nie tylko z ogólnego, właściwego naszym czasom, zaganiania, ale również tego, że dzisiaj wieczorem mam doroczną kolację mojego Klubu Pań jadających Lunche i Wymieniających Przepisy. (Już chyba o nim pisałam, a jeśli nie, to nadrobię to w tak zwanej przyszłości). Na tę kolację zapraszamy też Mężów, trzeba więc zrobić wszystko podwójnie, zaś desery nawet i potrójnie... Ja w tym roku robię jedną z przystawek - konkretnie *!*3898*!* - i muszę nafaszerować 45 połówek jajek na twardo. Sami widzicie, nie w kij dmuchał.
I dlatego właśnie dzisiejsza Gazetka krótka jest wprawdzie, ale konsekwentnie dotyczy jajek. W postaci omletów. Niedawno Wierna Czytelniczka i Dobra Znajoma (w jednej osobie) prosiła o przepis na frittatę pożartą w całości przez mojego Męża na którymś z przyjęć (Wierna Czytelniczka/Dobra Znajoma nie zdołała nawet spróbować). Z największą radością udostępniam zatem ów przepis, wraz z komentarzami, kajając się przy okazji za łakomego Męża:
na patelni rozgrzewamy odrobinę oliwy i wrzucamy 100 g drobno pokrojonego boczku (w oryginale jest to pancetta, więc jeśli ktoś chce być naprawdę zasadniczy, niech użyje właśnie jej). Smażymy na chrupko, co potrwa jakieś 5 minut, po czym odsączamy z tłuszczu na kawałku kuchennego papieru. Teraz wbijamy 8 jajek do miski, dodajemy 350 ml (czyli szklankę i niecałe pół) kremowej śmietanki, sól i pieprz i dobrze roztrzepujemy. Dodajemy garść posiekanych ziół (wedle upodobania), 100 g świeżego tartego parmezanu i boczek, względnie pancettę, mieszamy raz jeszcze. Tu uwaga dodatkowa – oprócz ziół dodałam garść ugotowanych liści boćwiny, co dodało frittacie nieco ciała i charakteru. Dobry byłby też szpinak lub botwinka. Małe żaroodporne miseczki lub blachę na małe muffinki smarujemy masłem i do każdej foremki wlewamy masę jajeczną do dwóch trzecich wysokości. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i pieczemy jakiś kwadrans, aż frittaty urosną i zarumienią się, ale bez przesady. A wyrastają bardzo ładnie, jak mini suflety i zachowują nawet na zimno tę sufletową lekkość.
Mieszankę jajeczną do frittaty można zrobić już dzień wcześniej i przechować w lodówce pod przykryciem (byle nie w metalowym naczyniu). Można zrezygnować z małych form i upiec frittatę w jednym dużym naczyniu, po czym pokroić ją w kawałki. Można ją jeść na gorąco, ciepło i zimno, rano, w południe i wieczorem (choć bywalcy salonów twierdzą, że jajka na wieczór nie pasują). Można też ją usmażyć na patelni, co będzie niejako powrotem do źródeł, bowiem frittata, jak sama nazwa wskazuje, powinna być właśnie smażona. Czymże bowiem jest włoska frittata? Czym różni się od francuskiego omletu, a czym od hiszpańskiej tortilli?
Mówiąc między nami, różnice nie są wielkie i dotyczą nie składników, a czasu przygotowania. We Francji lekko ubite jajka wlewa się na gorącą patelnię z masłem, po czym ścięty omlet zagarnia widelcem do środka, dając w ten sposób miejsce jajkom jeszcze nie ściętym. Gotowy omlet jest lekko rumiany na spodzie, a niemal płynny na wierzchu. Na jego powierzchni rozkłada się nadzienie, po czym składa na pół, lub zwija w rulonik. Jest to więc fast food w najczystszej postaci. Omlet podajemy natychmiast, z jakąś sałatą i kieliszkiem wina.
W Hiszpanii jajka wylewa się na podsmażone uprzednio ziemniaki z cebulą: średnią cebulę kroimy w cienkie półplasterki. 300 g ziemniaków obieramy i kroimy na równie cienkie plasterki, po czym osuszamy je w ściereczce kuchennej. Na patelni o średnicy około 20 cm rozgrzewamy dwie łyżki oliwy i wrzucamy cebulę wraz z ziemniakami. Mieszamy dobrze, by warzywa pokryły się oliwą, po czym zmniejszamy ogień na najmniejszy możliwy. Zawartość patelni solimy i – za przeproszeniem – pieprzymy, przykrywamy pokrywką i zostawiamy w spokoju na 20 minut. Po tym czasie ziemniaki powinny być już miękkie. Nie zawadzi delikatnie wstrząsnąć patelnią raz czy dwa w trakcie smażenia. W tak zwanym międzyczasie wbijamy do miski 5 dużych jajek i lekko roztrzepujemy widelcem. Kiedy ziemniaki będą już miękkie, przekładamy je do miski z jajkami i dokładnie mieszamy. Na patelni – tej samej – rozgrzewamy kolejną łyżkę oliwy i na dobrze gorącą wylewamy mieszankę jajeczno-cebulowo-ziemniaczaną. Natychmiast zmniejszamy ogień na maleńki. Tortilla będzie się smażyć jakieś 20 minut. Kiedy lekko przyrumieni się na spodzie, a na wierzchu nie będzie już widać płynnych jaj, przewracamy placek na drugą stronę. Najłatwiej zrobić to przy pomocy płaskiej pokrywki lub talerza. Trzeba przy tym manewrować dość zręcznie, by uniknąć poparzeń trzeciego stopnia. Drugiej stronie tortilli potrzeba do szczęścia już tylko dwóch minut. Usmażony omlet zostawiamy na 5 minut, by doszedł do siebie. Podajemy na gorąco, ciepło lub zimno, rumianą stroną do góry, z dużą michą sałaty i kieliszkiem wina. Widać wyraźnie, że Hiszpanie mają więcej czasu od Francuzów, za to składniki do tego dania każdy szanujący się Polak na pewno ma w domu.
Włoska frittata zaś, w swej klasycznej wersji jest czymś pośrednim – grubsza, niż omlet, ale mniej przyrumieniona od tortilli; dodatki smażą się wymieszane już z jajkami, a obecność sera (parmezan, fontina) jest obowiązkowa. Frittatę – powtarzam klasyczną, bo te nasze koktajlowe wersje to raczej wariacja na temat, coś jak capuccino z leśnych grzybów – smaży się na małym ogniu do ścięcia, ale nie przyrumieniając. W tym czasie rozgrzewa się grill w piekarniku. Usmażony omlet wstawiamy pod ten grill zaledwie na pół minuty! Podajemy na gorąco, z sałatą i kieliszkiem wina.
Jakikolwiek omlet wybierzemy, najlepiej spożywać go w miłym gronie – jak rzekło się już trzy razy: z sałatą i kieliszkiem wina, choć spożycie innych trunków nie jest zakazane. Moja ulubiona brytyjska pisarka kulinarna, Elizabeth David, napisała nawet książkę pod tytułem „An omelette and a glass of wine”, sławiącą uroki prostego kontynentalnego jedzenia.. Zapomniała o sałacie, ale trzeba po prostu złożyć to na karb jej angielskiego wychowania.
A teraz dość gadulstwa, idę nadziewać te jajka...
Ostatnio przeczytałam dość dużo artykułów o nowych trendach w sztuce jedzenia. Odsuńmy na bok te, które wywołane zostały Wielkim Kryzysem, o nich będzie się jeszcze dużo mówić. Dzisiaj napisałam o tych trendach, które rządzą modą kuchenną od kilku już lat, obecnie zdają się osiągać apogeum, a zatem panować będą nam miłościwie jeszcze przez jakiś czas. Jeśli więc dotąd nie byliście trendy, to na co czekacie?! Ostatnia chwila! więcej...
Ciocia przegląda menu i przyznaje, że wszystkie dania wyglądają na smaczne, ale my wiemy dobrze, że mówi to tylko po to, by podkreślić, jak wielką przyjemność sprawia jej samo PRZEGLĄDANIE tego menu. Przecież już od porannej szklanki herbaty Ciocia wie doskonale, że zamówi smażoną rybę. więcej...
Doszliśmy właśnie do dań głównych komunijnego przyjęcia – i choć zasadniczo jestem zwolenniczką poprzestania na zakąskach zimnych i ciepłych, rozumiem wszak, iż bardziej konserwatywnie nastawiona część Rodziny może domagać się czegoś konkretnego, a nie tam panie tego, jakichś kanapeczek i zupek. więcej...
Czas na konkrety: komunijne przystawki, zupy i sałatki (dania główne i desery zostawimy sobie na przyszły tydzień), wraz z sugestią, co podać z czym, żeby uniknąć syndromu „mydło i powidło”. więcej...
Na pierwszokomunijny obiad podałam zupę szczawiową (doprawioną cytryną, gdyż belgijski szczaw w ogóle nie jest kwaśny!) i jajka faszerowane w skorupkach, potem kurczęta pieczone z nadzionkiem, młode kartofelki, sałatę i mizerię, borówki, a na deser lody waniliowe i truskawkowe ze świeżymi truskawkami oraz bezy. Menu iście polskie, każdy rozgarnięty narodowiec by mnie pochwalił... więcej...
Wszystkiego dobrego z okazji Świąt Wielkanocnych 2009 oraz kilka spraw organizacyjnych więcej...
Po miesiącach sałatki z brukselki z cebulą, białej rzodkwi ze śmietaną i kiszonej kapusty z marchewką chcę znowu jeść małe różowe rzodkieweczki z solą i masłem, mizerię z pachnących ogórków z jeszcze lepiej pachnącym koperkiem, młodą marchewkę ze świeżymi ziołami... więcej...
"Polacy mają reputację narodu o zdrowym apetycie i dużej odporności na alkohol. Na śniadanie tradycyjnie podaje się mięsa na zimno lub wędliny, podczas gdy wieczorem jada się dania z ziemniaków z zsiadłym mlekiem, kluski, placki i duże ravioli podawane w zupie..." więcej...
Na koniec zaś pozostaje to najtrudniejsze: w jaki sposób zwieńczyć dzieło, czyli jak wyprodukować właściwą warstwę karmelu. Bo cały dowcip kremu brûlée polega na tym, że do jedwabistej części zasadniczej dociera się przez chrupką, brązową warstwę przypalonego cukru, od której deser wziął swą nazwę. więcej...
| « Poprzedni | 1 2 3 4 5 6 7 8 9 | Następny » |
| « | Sierpień 2010 | » | ||||
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| 1 | ||||||
| 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
| 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | |||||