W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies. Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies.
X

Piece of cake

Jesteś w: Przepisy kulinarne / Gazetka / Kochani, pies mi zachorował!

Menu


Wasze komentarze

Ciekawostki i specjały kulinarne wprost do Twojej skrzynki. Podaj adres e-mail:


Partner

Dodaj Gazetkę do Google


Wieczorna gazetka kuchenna


Kochani, pies mi zachorował!

Gazetka dziś króciutka, bo biedny Gucio też nie wytrzymał klimatu belgijskiego i ma anginę. Czy psy miewają anginy?

Ledwo wykaraskała się z anginy Ania, a już mamy nowe zmartwienie - nasz seter zapadł na zdrowiu, a że zrobił to po raz pierwszy, tym większa nasza zgroza. Wyobraźcie sobie bowiem psa, który w normalnym stanie zdrowia nie da człowiekowi wejść do domu, tak wielka jest jego pewność, że człowiek ów przyszedł właśnie do niego i trzeba się gościem zająć z całą psią pieczołowitością. Wyobraźcie sobie psa, który godzinami potrafi walczyć z największym swym wrogiem - muchą - goniąc ją i tropiąc, nie bacząc na fakt, że muchy potrafią latać, setery zaś jeszcze nie. Wyobraźcie sobie psa, który wypuszczony na dwór zmienia się w długą rudą strzałę i sieje postrach wśród srok, gołębi i kosów, nie zwracając uwagi na lilipucie rozmiary ogródka i wywracając się na zakrętach. Wyobraźcie sobie psa, który - mimo przywiązania do rodziny - co jakiś czas przypomina sobie o swym myśliwskim pochodzeniu, jednym skokiem przesadza furtkę i niknie wśród okolicznych domów, podążając za sobie tylko znanym tropem (na szczęście później wraca, z podkulonym ogonem i na miękkich łapach)...

A teraz pies leży już trzeci dzień na łóżku - na naszym, tak, tak, wiem, że to niewychowacze, ale co robić - łba nie podnosi, głosu z siebie żadnego nie wydaje, pozycji nie zmienia, a o wstaniu w ogóle nie ma mowy. Co gorsza nie je i nie pije, nic go nie interesuje i tylko patrzy na człowieka tymi brązowymi oczami... Weterynarz powiedział, że psy tak reagują na gorączkę i że nic mu nie będzie, ma tylko dwa razy dziennie brać antybiotyk. Z jedzeniem. Nie powiedział jednak, jak Gucia do tego jedzenia namówić. Widać zresztą, że Gucia strasznie boli gardło - bardzo proszę Czytelników-Weterynarzy o informację, czy psy mogą mieć anginę i czy mogą się nią zarazić od ludzi. Jako zajmujący się kuchnią politolog nikłe mam o tym pojęcie... Wracając do kuracji - rozpuszczam psi antybiotyk w mleku i strzykawką powolutku wstrzykuję Guciowi do gardła. Ciekawa rzecz zresztą - dziecięce lekarstwa często mają smak truskawkowy lub pomarańczowy, dlaczego nikt nie pomyślał, że dla psa mogłyby mieć aromat szyneczki?

Nie kusi go nawet "guciowy rosołek" -  nasz domowy przyczynek do badań nad nierozerwalnością losów psich i ludzkich. Otóż co dwa dni kupuję sporego kurczaka, myję, pozbawiam nadmiaru tłuszczu (ale go nie wyrzucam, o czym zaraz) i wkładam do największego garnka, jaki mam. Dodaję warzywa - zazwyczaj te z ekologicznego koszyka, których nikt nie chce jeść, czyli brukiew, zewnętrzne łodygi selera naciowego, zielone końcówki porów, pasternak, łodygę jarmużu i tym podobne, dorzucam marchewkę i listek laurowy i zalewam zimną wodą. Żadnej soli! - psom nie wolno. Stawiam gar na ogniu i gotuję ze dwie godziny, aż mięso będzie zupełnie miękkie. Dalej wiadomo - dla psa mięso i jarzyny (plus osobno gotowany ryż lub makaron), dla nas gar rosołu (już posolonego), przez co mam na pieńku z Kubusiem, bowiem dziecko moje starsze z zup lubi tylko chłodnik. Za to Ania mogłaby z Guciem jadać z jednej miski: rosół z kawałkami kurczaczka i makaronem, mmm... pyszności.

A, zapomniałam o tłuszczu z kurczaka: otóż taki tłuszcz zamrażam, a kiedy zbierze się go większa ilość, rozmrażam i kroję w małe kawałki. Wkładam je do rondla i stawiam na średnim ogniu. Powoli tłuszcz zaczyna się wytapiać, a resztki skóry zmieniać w skwarki. Kiedy skwarki się przyrumienią, zdejmuję rondel z ognia i odstawiam do przestygnięcia. Potem cedzę tłuszcz przez sitko, wlewam do słoika i wstawiam do lodówki. Na takim tłuszczu świetnie odmaża się ziemniaki, smaży cebulkę lub mielone kotlety z kury. W żydowskiej kuchni do sałatki z wątróbek, cebuli i jajek na twardo dodaje się właśnie sporą ilość wytopionego z kury tłuszczu, żeby całość nie była za sucha. NIe jest to może jakoś przesadnie zdrowe, za to bardzo smaczne.

Na szczęście wstrzykiwanie lekarstwa i podsuwanie pod nos małych kawalątków czegoś psio-pysznego powoli przynosi rezultaty i Guciowi zaczęło się poprawiać: choć głowy jeszcze z kocyka nie podnosi, próbuje machać ogonem, gdy ktoś się do niego zwraca per "dobry pies, dobry". Wszyscy się już stęknili za oganianiem się od szaleńczych skoków, za budzeniem przez wylizywanie twarzy, za łomotem miski w kuchni - wyraźnym sygnałem, że Guciowi czegoś brakuje. No i oczywiście za guciowym rosołkiem.

Pozdrawiam serdecznie - Natalka, psia pielęgniarka



Podziel się linkiem: