Zarejestruj się i korzystaj bezpłatnie z Wieczornej Gazetki Kuchennej,
własnych zakładek z przepisami oraz Forum! Możesz także dodawać własne przepisy.
Użytkownicy online: 196 Gości, 0 Zarejestrowanych
Jak umilić Rodzinie obiad, gdy nawet na widok surówki z cykorii dostajemy szczękościsku (z przejedzenia)? Gdy surowej marchewki nie są w stanie już zgryźć nawet Dzieci, gotowanej nikt w domu nie lubi, pory za bardzo smakują cebulą, a mrożony groszek właśnie się skończył? więcej »
Herbata, jaką podali nam do tych pyszności, smakowała dokładnie tak samo, jak ta, którą parzyła moja Mamusia, zanim nie przeszła na system elektrycznego czajnika - żadnych torebek, esencja herbaciana zaparzana w czajniczku ustawionym na dużym czajniku z gotującą się wodą. Brzmi absurdalnie w czasach Twinningsa i Liptona? więcej »
W szale zabaw karnawałowych (nie moich, niestety) nie udało mi się znaleźć odpowiedniej dawki spokoju, niezbędnej do napisania zwartego, interesującego i (daj Boże) dowcipnego tekstu. Mam nadzieję, że uda się następnym razem (choć pewnie nie za tydzień, nie mam bowiem jasności w temacie dostępu do internetu w stacji sportów zimowych, do której się udajemy), a tymczasem - dawno nie widziany na łamach Gazetki przepis! więcej »
Chciałabym opowiedzieć Wam o rozkoszach lokalnego żywienia, o przyjemności stawania się stałym bywalcem, o urokach spożywania posiłku wśród miejscowych staruszków (z całym szacunkiem, dla mnie określenie „staruszek” jest czuło-pieszczotliwe), o wspaniale funkcjonującym biznesie rodzinnym... A także o cudownej andaluzyjskiej mojamie. więcej »
Walczą we mnie dwa sprzeczne pragnienia: z jednej strony naturalną skłonnością osoby ciekawskiej i lubiącej wszystkie kuchnie świata jest chęć sprawdzenia jak największej ilości restauracji. Z drugiej jednak – miło jest być w knajpie rozpoznawaną, serdecznie witaną: „ Pani stolik pod oknem jest wolny…”, zaopatrywaną już na wstępie w ulubiony aperitif… Wymaga to jednak częstych wizyt... więcej »
Nowiutki (choć przykurzony), nie używany, oryginalny (choć nie przywiozłam go z Maroka), brązowy, wypalany i nie zdobiony niczym tażin stoi sobie u mnie na polskiej wsi i czeka na chwilę mojej odwagi. Bo prawda jest taka, że boję się, że pęknie. więcej »
(osoby szczególnie wrażliwe proszone są o zaopatrzenie się w odpowiednią ilość chusteczek) więcej »
Kochani! Może nieco wcześnie, ale nie mniej serdecznie, życzę Wam wszystkiego najlepszego z okazji najmilszych mi świąt, czyli Bożego Narodzenia, a także wesołego Nowego Roku! więcej »
Pisałam już niegdyś o musztardzie, no pewnie (O uzależnieniach, czyli musztarda po obiedzie) – w końcu mało co budzi we mnie tak wielkie emocje natury kulinarnej, jak właśnie ona. Z przyjemnością zatem odnalazłam w moich komputerowych zapiskach artykuł, który niegdyś drukowany był w piśmie „Kuchnia”. Przejrzałam go, poprawiłam i powstała Gazetka uzupełniająca tę poprzednią (mam nadzieję, że się zbytnio nie powtarzam)… więcej »
Przeglądam ostatnio różne teksty, jakie zdarzyło mi się w życiu napisać. Ten artykuł o papryce ukazał się kilka lat temu w piśmie "Kuchnia" - pomyślałam sobie, że nie wszyscy Czytelnicy Gazetki muszą koniecznie czytywać pisma kulinarne, a artykuł jest całkiem interesujący, więc czemu miałby się zmarnować? Jak zwykle bywa w takich sytuacjach, troszkę go przerobiłam zgodnie ze stylem i potrzebami Gazetki. Miłej lektury i uważajcie na kapsaicynę!!! więcej »
Sos żurawinowy zmienił swoje oblicze – zamiast tradycyjnych pomarańczy dodaje się teraz kumkwaty, persymony, grejpfruty i granaty, widziałam także sos żurawinowo-musztardowy i taki z dodatkiem wędzonych, piekielnie ostrych papryczek chipotle. Skrajnym przypadkiem było pozbawienie indyka towarzystwa tradycyjnych partnerów definitywnie i zastąpienie ich podobnymi w barwie buraczkami w formie chutneyu lub zupełnie do niczego nie podobną konfiturą z cebulki. więcej »
W stanie zagrożenia straszliwym widmem grypy cośtam/cośtam (choć najwyraźniej są to raczej zatoki) nie stać mnie jakoś na dogłębne rozważania o istocie smaku, kulinarnych dziejach świata, rozwoju kuchni narodowych itp. Ponadto humor mam średni (bo nos zatkany, a u mnie to jest współzależne), ponarzekam sobie dzisiaj trochę. Na Rodzinę, na przykład. więcej »
Wózek jest pełen, płacę w kasie dwa razy więcej, niż planowałam, idę do samochodu. Dzwoni komórka – weekendowi goście muszą, niestety, odwołać wizytę (katar, oby nie świńska grypa). Przypomina mi się nagle, że w niedzielę mieliśmy jechać na wycieczkę, odpada zatem robienie obiadu (mięso pójdzie do zamrażalnika, ale jak ja je tam wepchnę?!). więcej »
W tym tygodniu żadnej prawdziwej Gazetki niestety nie możecie ode mnie oczekiwać - trwają belgijskie ferie jesienne, mam w domu dwoje dzieci, a i Mąż wziął parę wolnych dni... Sami rozumiecie, że przekłada się to na całkowity brak czasu, a nawet nie tyle czasu, co możności spokojnego zebrania myśli i poukładania do kupy tego, co chciałoby się napisać. więcej »
Dzisiejsza Gazetka jest moim artykułem (z małymi przeróbkami) z żoliborskiego kwartalnika "Żolibor" (serdecznie polecam lekturę całości!). Życzę Wam wszystkim najmilszych wspomnień... więcej »
Po powrocie do Belgii wyciągam przewodniki po okolicy, wymyślam dłuższe i krótsze wycieczki – ze względu na Gucia raczej krótsze. Cóż, nie można zostawiać psa na długo samego, zaś na samą wzmiankę o samochodzie nasze biedne seterzysko dostaje ataku drżączki podróżnej i trzęsie się, jak listek jesienny – nawet kolor się zgadza. więcej »
Jedziemy na wieś, taką z sadem, wielkim lasem nieopodal, maleńką rzeczułką i łąką. Mam wielkie nadzieje na jagodowo-grzybne lato, na ognisko co wieczór (kiełbaska musi być tak przypieczona, że aż czarna i wręcz trudna do zgryzienia, musztarda "saperska"), na porzeczki z krzaka pod starą jabłonią... więcej »
Mamusia nas opuściła - nie, nie w ostatecznym sensie tego określenia (broń Boże i tfu tfu), tylko zaraz po europejskich wyborach wsiadła do samolotu i wróciła na łono stęsknionej Ojczyzny oraz zaopiekować się jeszcze bardziej stęsknionym Tatusiem. więcej »
Wnioskuję – zarówno z ilości użytkowników PieceOfCake, jak i z szarych krzyżyków w Skype - że niemal wszyscy postanowili świętować dzień Bożego Ciała poza obszarem łączności internetowej. Cóż, w Belgii nie mamy czterodniowego weekendu – wczoraj był normalny dzień szkolno-pracowy, więc i dzisiaj nie ma żadnego „mostku”. Niektórym to dobrze… Nie zazdrośćmy jednak (i tak jest zimno i pada)… A jeśli już, to tylko trochę… więcej »
Pośpiech zaś wynika nie tylko z ogólnego, właściwego naszym czasom, zaganiania, ale również tego, że dzisiaj wieczorem mam doroczną kolację mojego Klubu Pań jadających Lunche i Wymieniających Przepisy. (Już chyba o nim pisałam, a jeśli nie, to nadrobię to w tak zwanej przyszłości). Na tę kolację zapraszamy też Mężów, trzeba więc zrobić wszystko podwójnie, zaś desery nawet i potrójnie... Ja w tym roku robię jedną z przystawek - konkretnie Jajka faszerowane po polsku - i muszę nafaszerować 45 połówek jajek na twardo. Sami widzicie, nie w kij dmuchał. więcej »
| « | Marzec 2010 | » | ||||
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 |
| 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||