Zarejestruj się i korzystaj bezpłatnie z Wieczornej Gazetki Kuchennej,
własnych zakładek z przepisami oraz Forum! Możesz także dodawać własne przepisy.
Lubię czytać. Co gorsza – lubię kupować książki. Nawet Dzieci wiedzą, że choć ich prośby o duże lody, gofra na patyku (są w Belgii i takie!) czy malinową watę cukrową wymagają z ich strony szczególnej negocjacyjnej przebiegłości, to na książkę zawsze dam się naciągnąć. Bez gadania i na jakąkolwiek, nawet na kolejny tom „Rekordów Guinessa” (zbieracka mania Starszego Dziecka). więcej »
W naszej rodzinie panuje taki zwyczaj, że osoba, która obchodzi kolejną bolesną rocznicę przyjścia na ten niegościnny świat, ma prawo zamówienia sobie urodzinowego obiadu – jedynym ograniczeniem jest aktualny stan domowych finansów. Cała reszta to pikuś - nie po to wszak zajmuję się od lat doskonaleniem warsztatu kulinarnego, by nie móc spełnić żywieniowych marzeń Najbliższych! więcej »
Drodzy moi, bardzo dziękuję za wszelkie życzenia świąteczne, noworoczne i ogólnorozwojowe! Przy okazji szczerze przepraszam, że nie odpisuję każdemu z osobna, tylko tak hurtowo, w Gazetce. Im jednak człowiek starszy, tym czasu jakoś mniej, a rzeczy do wepchnięcia w dzień coraz więcej… A w moim przypadku osoby samozatrudnionej i samo-sobie-nie-płacącej nawet trudno pocieszać się nadzieją na emeryturę, na której ponoć jest masa czasu na wszystko! więcej »
Kochani! Mili! Drodzy! Podtrzymujący na Duchu! Wierni! Wspierający! Świąteczni i Powszedni! Czytający lub Gotujący lub Wszyscy Naraz! A przede wszystkim – Lubiący Dobrze Zjeść! więcej »
Drodzy moi, w pierwszych słowach mej Gazetki chciałam przede wszystkim podziękować za imieninowe życzenia: Andrzejowi K., Krystynie i Dzidkowi, Leszkowi M. (niezawodnemu w prawieniu komplementów!), Danusi B. (z Milanówka), Małgosi (Maggie) L. Naprawdę bardzo dziękuję za każde dobre słowo! Wśród serdecznych życzeń znalazły się też słowa troski – szczęśliwie nie mnie dotyczące, lecz dalszych losów moich imieninowych gęsi – czy zmieściły się do piekarnika, czy były miękkie, czy nadzienie (a właściwie dwa) się udało, jednym słowem – czy goście przeżyli. więcej »
Grudzień ma swoje prawa – nawet jeśli jeszcze nie pada śnieg (w Belgii przynajmniej), nawet jeśli w nocy oszczędzone są nam przymrozki, a w dzień temperatura rośnie do przyzwoitych dziesięciu stopni powyżej zera, nawet jeśli u sąsiada zaczęło kwitnąć na różowo jakieś drzewko – grudzień sam z siebie powoduje, że człowiek zaczyna kichać. Smarkać. Kasłać. Człowieka bolą uszy, boli gardło, strzyka w kolanie. Człowiek czuje łamanie w kościach. Człowiek dostaje nawet gorączki i musi leżeć w łóżku, bo wszędzie indziej jest mu okropnie źle. Człowiek traci apetyt i jedyne, co przechodzi mu przez obolałe gardło, to imbirowa herbatka z cytryną i miodem. Człowiek – czyli ja. więcej »
Kochani moi, dziś są moje imieniny! Dziś, to znaczy 1 grudnia, w pierwszy zimowy (w sensie kalendarzowym) dzień, w szary, deszczowy, wietrzny i absolutnie typowy dla tej pory roku czwartek. Nie będę Wam zatem zbytnio dziś głowy zawracać, bo co święto, to święto. więcej »
Trudno dzisiejszą Gazetkę nazwać Gazetką Właściwą… To, co mam dziś dla Was, to kilka cytatów, które ostatnio chodzą mi po skołatanej już nieco, przedimieninowo i przedświątecznie, głowie. Z drugiej jednak strony, z przyczyn ode mnie niezależnych, w zeszłym tygodniu Gazetka jakoś nie dotarła do Waszych skrzynek mailowych, żeby zatem nie zarzucić Was teraz nadmiarem weekendowej lektury, postanowiłam dzisiaj się streszczać, zachowując dłuższe i bardziej skomplikowane opowieści na inny czas. więcej »
Kreatywność. Znienawidzone przeze mnie słowo. A w każdym razie ostatnio, gdyż przez kilka trudnych tygodni nie schodziło – odmieniane przez przypadki, przekształcane w przymiotnik i przysłówek – z ust Młodszego Dziecka. „Najważniejsza jest kreatywność”, słyszałam na dzień dobry. Niewątpliwie. „Mamo, czy będzie na kolację coś kreatywnego?” (słowo daję, to cytat). Nie. „Czy jak byliście młodzi, to musieliście być w szkole kreatywni?”. Na miarę tamtych czasów pewnie tak… Pewnie bardziej, niż dzisiaj! więcej »
Po ostatnich Gazetkach poczułam pewne umysłowe (nazwijmy je nawet: intelektualne) wyczerpanie – układanie własnych obserwacji i wrażeń w mniej lub bardziej zrozumiałą całość nie jest wszak zajęciem łatwym, a już wyciąganie z nich jakichś, nie daj Boże, logicznych wniosków powoduje nieunikniony zamęt wśród szarych komórek. więcej »
Proszę o spokój - to już ostatnia Gazetka o doświadczeniu gwiazdkowo-michelinowskim w restauracji Terborght. Ileż bowiem można opowiadać o jednym zaledwie lunchu, choćby i czterodaniowym! I podobnie, jak zmęczyło mnie (i zapewne Was) drobiazgowe opisywanie tego, co jadłam, odczułam pewne znużenie także i w restauracji (konkretnie przy deserze). Z drugiej jednak strony - trzeba skończyć temat raz zaczęty, żeby nie było niedopowiedzeń. A zdjęcia są zupełnie nie na temat, bo mamy piękną jesień i tyle. więcej »
Przez ostatni tydzień (licząc od napisania Gazetki) usiłowałam uporządkować sobie wrażenia powstałe po obiedzie w restauracji nagrodzonej gwiazdką Michelina. Z jednej strony bowiem widzę to doświadczenie jako swego rodzaju nobilitację, coś jak miejsce tuż przy wybiegu na pokazie jesiennej kolekcji Donny Karan, jak przejazd przez miasto oflagowaną limuzyną w asyście policyjnych motorów na sygnale, jak kolacja przy kapitańskim stoliku na Queen Mary 2… Z drugiej jednak strony – no cóż, mam swoje wątpliwości, biją się we mnie dwie Natalki o przeciwstawnych kulinarnie poglądach, które to poglądy zamierzam wyłuszczyć na sam koniec niniejszej rozprawki. Dixi. więcej »
Tydzień temu zjedliśmy z Mężem lunch. Nie byłoby to wydarzeniem godnym aż odnotowania w Wieczornej Gazetce Kuchennej (w końcu z Mężem znamy się ładnych parę lat i kilka razy udało nam się spożyć wspólnie ten czy inny posiłek), gdyby nie fakt, że po raz pierwszy w życiu wybraliśmy się do restauracji chlubiącej się gwiazdką w słynnym czerwonym Przewodniku Michelina. więcej »
Motto I: Czasem myślę, czy książka o domowych przetworach nie jest anachronizmem?* Motto II: Prawidłowo przygotowane konfitury zawierają owoce równomiernie rozmieszczone w gęstym syropie (…). Ze względu na duży dodatek cukru oraz dużą pracochłonność i ograniczone zastosowanie, w przetwórstwie domowym przygotowuje się niewiele konfitur.** więcej »
No i tak. Stało się. Właściwie powinnam się była tego spodziewać. W przeddzień astronomicznej jesieni, w dzień pisania Gazetki, obudziłam się z okropnym bólem gardła, łamaniem w kościach i bulgotem w nosie. I pomyśleć, że przez wszystkie letnie miesiące zdołałam zapomnieć, jak uciążliwe potrafi być zwykłe belgijskie przeziębienie… Doprawdy, czy jesień musi zaczynać się właśnie tak banalnie?! więcej »
Motto I: Przetwory ułatwiają gospodyni przyrządzanie codziennych posiłków, co jest ważne szczególnie w okresach nasilonych prac polowych.* Motto II: Sezon przetwórstwa domowego wiąże się ściśle z okresem dojrzewania i zbioru poszczególnych owoców i warzyw. Trwa on od czerwca do października włącznie.** więcej »
To ja, to ja, to ja! Wróciłam, rozpakowałam manatki (nie znoszę tego, dlaczego wakacje zawsze muszą kończyć się tak trywialnie – rozkładaniem, praniem i prasowaniem?), posłałam Dzieci do szkoły (jedno poszło w podskokach pełnych szczęścia, drugie nieledwie trzeba było zaciągnąć tam na sznurku), upchnęłam w słoikach czterdzieści kilogramów włoskich pomidorów (o tym za chwilę), włączyłam komputer i oto jestem. Gotowa do kolejnego roku naszych smakowitych rozmówek. Spragniona gotowania, nowych przepisów, jesiennej kulinarnej kornukopii, nowych komentarzy (nawet krytycznych!), wizyt w knajpach, nowych książek i czasopism… więcej »
Kochani! To właściwie nie jest Gazetka, więc nie nastawiajcie się na długie czytanie. To tylko przypomnienie, że tradycyjnie przez lipiec i sierpień Gazetki nie będzie, gdyż moja opcja wakacyjna pozbawiona jest wirtualnego kontaktu ze światem. A taki wszak konieczny jest do rozesłania Gazetki. więcej »
Przesilenie letnie za nami, wakacje już się zaczęły (w każdym razie w Ojczyźnie ukochanej, bo w Belgii trwają właśnie egzaminy), a ja winna Wam jestem opowieść o najciekawszym obiedzie, jaki zjadłam w Owernii, staroświeckiej krainie w centrum Francji, dokąd udaliśmy się w zeszłorocznym sierpniu. więcej »
Idą, idą, a dojść nie mogą. Dla ponaglenia zatem trzy krótkie letnie opowiastki - intelektualna, kulinarna i literacka. więcej »
| « | Styczeń 2012 | » | ||||
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| 1 | ||||||
| 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
| 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | |||||