Zarejestruj się i korzystaj bezpłatnie z Wieczornej Gazetki Kuchennej,
własnych zakładek z przepisami oraz Forum! Możesz także dodawać własne przepisy.
Odwołuję! Wszystko odwołuję! To znaczy to, co pisałam w zeszłym tygodniu o książce z restauracji Bill’s w Brighton. Przeczytałam ją dokładnie i nie znalazłam w niej ani słowa o Wielkiej Restauracyjnej Misji, nic a nic o żadnych imperatywach, ani też głęboko filozoficznych założeniach, jakie legły u jakichkolwiek podstaw. Jest to po prostu taka książka kucharska, jaką każdemu mogłabym z czystym sumieniem polecić – bez zadęcia, radosna, kolorowa, szczodrze okraszona apetycznymi zdjęciami, z uczciwymi przepisami (czyli takimi, w których para nie idzie w gwizdek, a unosi się kusząco z gotowego dania), bezpretensjonalna, a co najważniejsze – podzielona na pory roku. więcej »
Drodzy moi, doskonale pamiętam, że miało dziś być „kontynuowanie dalej” opowieści o Tamtym Brzegu, czyli o wizycie w Wielkiej Brytanii. Starsze Dziecko jednakże zapadło na katar tak obezwładniający, że wyjednało nawet u notorycznie okrutnej mamusi (czyli u mnie) dzień wolny od zajęć szkolnych – stanowczo zbyt wyczerpujących przy tak słabym stanie zdrowia. Drugim zaś powodem zaniedbania zaplanowanej kontynuacji jest opieszałość belgijskiej poczty, ale o tym za chwilę. więcej »
Powróciłam oto z rozmaitych peregrynacji, pełnych nieuchronnych przygód: przemierzyłam nowy odcinek autostrady A2 (bardzo przyjemny), unurzałam się w rodzinnej atmosferze (to zawsze jest intensywne emocjonalnie, czyż nie?), odwiedziłam Znajomych oraz Znajome Knajpy (zarówno pierwsi, jak i drugie trzymają się nieźle), przekonałam się też dobitnie, że przy trzech stopniach powyżej zera i zacinającym deszczu ciężko jest cokolwiek zasadzić w gliniasto pozimowej ziemi. więcej »
Kochani, przez parę tygodni nie będzie nowych Gazetek (bardzo mi przykro, postaram się Wam to kiedyś wynagrodzić), gdyż wybieram się z wiosenną wizytą na Ojczyzny łono – Rodzina się stęskniła (co do Ojczyzny, to nie jestem pewna), ziółek parę wypadałoby na wsi posadzić (i nasturcje – najwdzięczniejszą roślinę dla niewprawnego ogrodnika!), do znajomych knajp zajrzeć z gospodarską wizytą. więcej »
Przyjaciółka z Krakowa wyliczyła mi ostatnio, ile to też Gazetek już Drogim Czytelnikom obiecałam i słowa, jak zwykle, nie dotrzymałam, zapowiadając jedynie rozmaite tematy, odsuwając dokończenia w bliżej niedookreśloną przyszłość, zasłaniając się chorobami, znudzeniem, brakiem czasu i ochoty. więcej »
Kochani i Drodzy Czytelnicy i Smakosze! Dzisiejszą Gazetkę trudno nazwać Gazetką, albowiem zapadłam byłam na wirus, który atakuje układ pokarmowy – a to zdecydowanie nie sprzyja rozmyślaniom o jedzeniu. więcej »
Nie będę nikogo trzymać w niepewności, nawet jeśli niezgodne byłoby to z hitchcockowskimi zasadami budowania suspensu – Panie cielęcinkę przeżyły!!! To znaczy przynajmniej trzy z pięciu – od nich dostałam następnego dnia dziękczynne maile… Co z pozostałymi dwiema, na razie nie wiem, gdyż milczą uparcie. Trochę się martwię, ale nie bardzo. Poza tym te dwie akurat słabo znam (lub znałam). więcej »
We wtorek, za pięć dni, przychodzą na lunch Panie. Zaraz wyjaśnię, kto i dlaczego, chciałabym jednak, żebyście najpierw dobrze poczuli grozę tego stwierdzenia: WE WTOREK PRZYCHODZĄ PANIE. więcej »
Najpierw w kwestii formalnej: za tydzień, z przyczyn sportowo-organizacyjnych, Gazetki nie będzie – proszę jednak zwrócić życzliwą uwagę, iż dzisiejsza WGK jest wyjątkowo długa, jeśli więc ktoś poczułby rozczarowanie i napadła by go myśl niepokojąca, że w przyszły piątek nie będzie miał co czytać, niech sprytnie sobie podzieli dzisiejszą lekturę na dwie części i będzie miał jak znalazł! więcej »
Wspominałam bodaj w zeszłym tygodniu, że zagadnienie weganizmu zasługuje na osobną Gazetkę. Oczywiście zdaję sobie sprawę, iż jest to umniejszenie tematu (understatement z angielska), gdyż weganizm jako taki to ruch na skalę światową, styl życia, filozofia, sposób na przetrwanie – nie zaś tylko dieta, jak powszechnie zdajemy się sądzić. więcej »
Dawno nie było, prawda? Nie było wycierania nosa, z którego nic nie chce się wydmuchać, bo wszystko zalega w otchłani zatok; kasłania z samego dna płuc; podwyższonej temperatury, która niby nie jest sama w sobie czymś szczególnym, ale która odbiera człowiekowi (czyli mnie) całkowicie chęć do jakiejkolwiek działalności. więcej »
Lubię czytać. Co gorsza – lubię kupować książki. Nawet Dzieci wiedzą, że choć ich prośby o duże lody, gofra na patyku (są w Belgii i takie!) czy malinową watę cukrową wymagają z ich strony szczególnej negocjacyjnej przebiegłości, to na książkę zawsze dam się naciągnąć. Bez gadania i na jakąkolwiek, nawet na kolejny tom „Rekordów Guinessa” (zbieracka mania Starszego Dziecka). więcej »
W naszej rodzinie panuje taki zwyczaj, że osoba, która obchodzi kolejną bolesną rocznicę przyjścia na ten niegościnny świat, ma prawo zamówienia sobie urodzinowego obiadu – jedynym ograniczeniem jest aktualny stan domowych finansów. Cała reszta to pikuś - nie po to wszak zajmuję się od lat doskonaleniem warsztatu kulinarnego, by nie móc spełnić żywieniowych marzeń Najbliższych! więcej »
Drodzy moi, bardzo dziękuję za wszelkie życzenia świąteczne, noworoczne i ogólnorozwojowe! Przy okazji szczerze przepraszam, że nie odpisuję każdemu z osobna, tylko tak hurtowo, w Gazetce. Im jednak człowiek starszy, tym czasu jakoś mniej, a rzeczy do wepchnięcia w dzień coraz więcej… A w moim przypadku osoby samozatrudnionej i samo-sobie-nie-płacącej nawet trudno pocieszać się nadzieją na emeryturę, na której ponoć jest masa czasu na wszystko! więcej »
Kochani! Mili! Drodzy! Podtrzymujący na Duchu! Wierni! Wspierający! Świąteczni i Powszedni! Czytający lub Gotujący lub Wszyscy Naraz! A przede wszystkim – Lubiący Dobrze Zjeść! więcej »
Drodzy moi, w pierwszych słowach mej Gazetki chciałam przede wszystkim podziękować za imieninowe życzenia: Andrzejowi K., Krystynie i Dzidkowi, Leszkowi M. (niezawodnemu w prawieniu komplementów!), Danusi B. (z Milanówka), Małgosi (Maggie) L. Naprawdę bardzo dziękuję za każde dobre słowo! Wśród serdecznych życzeń znalazły się też słowa troski – szczęśliwie nie mnie dotyczące, lecz dalszych losów moich imieninowych gęsi – czy zmieściły się do piekarnika, czy były miękkie, czy nadzienie (a właściwie dwa) się udało, jednym słowem – czy goście przeżyli. więcej »
Grudzień ma swoje prawa – nawet jeśli jeszcze nie pada śnieg (w Belgii przynajmniej), nawet jeśli w nocy oszczędzone są nam przymrozki, a w dzień temperatura rośnie do przyzwoitych dziesięciu stopni powyżej zera, nawet jeśli u sąsiada zaczęło kwitnąć na różowo jakieś drzewko – grudzień sam z siebie powoduje, że człowiek zaczyna kichać. Smarkać. Kasłać. Człowieka bolą uszy, boli gardło, strzyka w kolanie. Człowiek czuje łamanie w kościach. Człowiek dostaje nawet gorączki i musi leżeć w łóżku, bo wszędzie indziej jest mu okropnie źle. Człowiek traci apetyt i jedyne, co przechodzi mu przez obolałe gardło, to imbirowa herbatka z cytryną i miodem. Człowiek – czyli ja. więcej »
Kochani moi, dziś są moje imieniny! Dziś, to znaczy 1 grudnia, w pierwszy zimowy (w sensie kalendarzowym) dzień, w szary, deszczowy, wietrzny i absolutnie typowy dla tej pory roku czwartek. Nie będę Wam zatem zbytnio dziś głowy zawracać, bo co święto, to święto. więcej »
Trudno dzisiejszą Gazetkę nazwać Gazetką Właściwą… To, co mam dziś dla Was, to kilka cytatów, które ostatnio chodzą mi po skołatanej już nieco, przedimieninowo i przedświątecznie, głowie. Z drugiej jednak strony, z przyczyn ode mnie niezależnych, w zeszłym tygodniu Gazetka jakoś nie dotarła do Waszych skrzynek mailowych, żeby zatem nie zarzucić Was teraz nadmiarem weekendowej lektury, postanowiłam dzisiaj się streszczać, zachowując dłuższe i bardziej skomplikowane opowieści na inny czas. więcej »
Kreatywność. Znienawidzone przeze mnie słowo. A w każdym razie ostatnio, gdyż przez kilka trudnych tygodni nie schodziło – odmieniane przez przypadki, przekształcane w przymiotnik i przysłówek – z ust Młodszego Dziecka. „Najważniejsza jest kreatywność”, słyszałam na dzień dobry. Niewątpliwie. „Mamo, czy będzie na kolację coś kreatywnego?” (słowo daję, to cytat). Nie. „Czy jak byliście młodzi, to musieliście być w szkole kreatywni?”. Na miarę tamtych czasów pewnie tak… Pewnie bardziej, niż dzisiaj! więcej »
| « | Maj 2012 | » | ||||
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||