Zarejestruj się i korzystaj bezpłatnie z Wieczornej Gazetki Kuchennej,
własnych zakładek z przepisami oraz Forum! Możesz także dodawać własne przepisy.
Miałam – zgodnie z zapowiedziami – „kontynuować dalej”, jak powszechnie mawia się w mediach wszelkiej proweniencji, temat grillowania, tym razem na sposób amerykański, czyli w wymuszonym obiegu gorącego powietrza pod pokrywą. Ale moja własna Mamusia stwierdziła, że nieco już przynudzam (zawsze tak mówi, kiedy jakiś temat urasta do więcej niż dwu odcinków), i że może już dosyć tych wszystkich kotletów, sosów i kiełbasek... więcej »
Jeśli (jak ja) jesteście uzależnieni od czytania pism kulinarnych z kręgu kultury anglosaskiej, to nie ma siły – w czerwcu i lipcu obejrzycie więcej kuszących zdjęć dymiących węgli, skwierczących kiełbasek, ćwierćkilowych hamburgerów, rumianych steków i glazurowanych skrzydełek kurczaka, niż podsuwałaby Wam rozbuchana wyobraźnia nawet w okresie najsurowszego postu. więcej »
Dostałam od Przyjaciółki bardzo piękny fartuch kuchenny z napisem: Raw, burnt or cremated? (surowe, spalone czy spopielone). Nie trzeba długo myśleć, by zrozumieć kontekst, wystarczy parę skojarzeń płynących z wielokrotnie powtarzanych smutnych doświadczeń - tekst ów niewątpliwie dotyczy pasji grillowania, jaką my, Polacy, dzielimy z niektórymi innymi narodami. więcej »
Ile razy otwieraliśmy lodówkę w środku nocy, by z narastającą niecierpliwością penetrować jej rozczarowujące wnętrze? Bo przecież zanim powleczemy się do łóżka, zjedlibyśmy coś małego, najlepiej ciepłego, słonego lub ostrego, kalorycznego (no cóż), ale nie za bardzo tłustego z drugiej strony… więcej »
Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że mili właściciele restauracji nie tylko nakarmią tak dużą grupę o tak nietypowej porze, ale że i karta prezentuje się znacznie bardziej atrakcyjnie, niż wszystko to, co dotąd oferowało nam Nord-Pas de Calais. więcej »
To nie tajemniczy kod, to opowieść o wycieczce do krainy, w której mówi się szczególnym językiem Ch'ti, turystom podaje "le Welsh", choć czegoś takiego wśród tradycyjnych dań raczej się nie uświadczy - ale "potjevleesch" należy już najwyraźniej tylko do świata tradycji... więcej »
Motto: „Ciąg się flaku, bo nadepnę” (Filipinka, rubryka „Wejścia i odzywy”, lata 80. XX wieku) – motto nie ma żadnego sensu ani związku z treścią dzisiejszej Gazetki, jest jednak moim ulubionym powiedzonkiem z czasów młodości (wczesnej) więcej »
Pierwszą moją myślą po przeczytaniu tej książki było, że przez najbliższy miesiąc moja Rodzina będzie karmiona wyłącznie po wenecku. Oczywiście nie dałam rady – wprawdzie omlet z cukinią zyskał łagodną aprobatę, spaghetti z mulami zawsze jest w domu mile widziane, a klopsiki cielęce z szynką (pyszne!) „dały się zjeść”, to po tygodniu wcielania w życie weneckiego stylu życia, część Rodziny stanowczo zażądała kurczaczka z frytkami… więcej »
Kochani! Wielkanoc… Wielkanoc! Bardzo się cieszę i to wcale nie dlatego, że siądę do suto zastawionego stołu. Po pierwsze: czasy się zmieniły, kryzys walnął społeczeństwo po kieszeni, a i obżarstwo wyszło z mody. Po drugie: wiosna w pełni (w każdym razie w Belgii kwitną forsycje, wiśnie i magnolie, że o rozmaitych tam krokusikach i hiacyntach nie wspomnę), lato idzie i sami rozumiecie… trzeba jakoś wyglądać. Po trzecie: w domu pełnym kapryśników kulinarnych nie bardzo widzę miejsce dla obfitej i tradycyjnej kuchni. więcej »
… i mogłabym o nich napisać książkę (gdybym tylko umiała). Ograniczony rozmiar Gazetki jednak zobowiązuje, muszę zatem albo się streszczać, albo podzielić uwagi i spostrzeżenia na kilka grup – powiedzmy, że posługując się kryterium geograficznym. Otóż dzisiaj zajmę się jedzeniem w okolicach placu Świętej Katarzyny w Brukseli, znów odsuwając dawno obiecaną recenzję z restauracji Le Coq en Pâte w bliżej nieokreśloną, choć raczej dalszą, przyszłość. więcej »
Jeśli zaś chodzi o koper na ciepło, to pewnego razu w restauracji gwizdnęłam z talerza Przyjaciółki, nie podzielającej mych uczuć do kopru, grillowane mini bulwy – były doskonałe i bardzo dekoracyjne, ale kto by tam kupował do domu mini warzywa! więcej »
Jak umilić Rodzinie obiad, gdy nawet na widok surówki z cykorii dostajemy szczękościsku (z przejedzenia)? Gdy surowej marchewki nie są w stanie już zgryźć nawet Dzieci, gotowanej nikt w domu nie lubi, pory za bardzo smakują cebulą, a mrożony groszek właśnie się skończył? więcej »
Herbata, jaką podali nam do tych pyszności, smakowała dokładnie tak samo, jak ta, którą parzyła moja Mamusia, zanim nie przeszła na system elektrycznego czajnika - żadnych torebek, esencja herbaciana zaparzana w czajniczku ustawionym na dużym czajniku z gotującą się wodą. Brzmi absurdalnie w czasach Twinningsa i Liptona? więcej »
W szale zabaw karnawałowych (nie moich, niestety) nie udało mi się znaleźć odpowiedniej dawki spokoju, niezbędnej do napisania zwartego, interesującego i (daj Boże) dowcipnego tekstu. Mam nadzieję, że uda się następnym razem (choć pewnie nie za tydzień, nie mam bowiem jasności w temacie dostępu do internetu w stacji sportów zimowych, do której się udajemy), a tymczasem - dawno nie widziany na łamach Gazetki przepis! więcej »
Chciałabym opowiedzieć Wam o rozkoszach lokalnego żywienia, o przyjemności stawania się stałym bywalcem, o urokach spożywania posiłku wśród miejscowych staruszków (z całym szacunkiem, dla mnie określenie „staruszek” jest czuło-pieszczotliwe), o wspaniale funkcjonującym biznesie rodzinnym... A także o cudownej andaluzyjskiej mojamie. więcej »
Walczą we mnie dwa sprzeczne pragnienia: z jednej strony naturalną skłonnością osoby ciekawskiej i lubiącej wszystkie kuchnie świata jest chęć sprawdzenia jak największej ilości restauracji. Z drugiej jednak – miło jest być w knajpie rozpoznawaną, serdecznie witaną: „ Pani stolik pod oknem jest wolny…”, zaopatrywaną już na wstępie w ulubiony aperitif… Wymaga to jednak częstych wizyt... więcej »
Nowiutki (choć przykurzony), nie używany, oryginalny (choć nie przywiozłam go z Maroka), brązowy, wypalany i nie zdobiony niczym tażin stoi sobie u mnie na polskiej wsi i czeka na chwilę mojej odwagi. Bo prawda jest taka, że boję się, że pęknie. więcej »
(osoby szczególnie wrażliwe proszone są o zaopatrzenie się w odpowiednią ilość chusteczek) więcej »
Kochani! Może nieco wcześnie, ale nie mniej serdecznie, życzę Wam wszystkiego najlepszego z okazji najmilszych mi świąt, czyli Bożego Narodzenia, a także wesołego Nowego Roku! więcej »
Pisałam już niegdyś o musztardzie, no pewnie (O uzależnieniach, czyli musztarda po obiedzie) – w końcu mało co budzi we mnie tak wielkie emocje natury kulinarnej, jak właśnie ona. Z przyjemnością zatem odnalazłam w moich komputerowych zapiskach artykuł, który niegdyś drukowany był w piśmie „Kuchnia”. Przejrzałam go, poprawiłam i powstała Gazetka uzupełniająca tę poprzednią (mam nadzieję, że się zbytnio nie powtarzam)… więcej »
| « | Sierpień 2010 | » | ||||
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| 1 | ||||||
| 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
| 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | |||||